'Mały' przeskok w czasie. Nie wydaje mi się, żeby konieczne było opisywanie tych pierwszych dni. Trillian początkowo się zaznajamiała, zaprzyjaźniała, uczęszczała na zajęcia... Nie chciałam robić większych zapychaczy, kiedy mogę zacząć etap: coś zaczyna się dziać.
PS. Od razu mówię, że mój Dumbledore nie będzie tym złym, który wykorzystuje ludzi. Fakt, ma nieco nieciekawą przeszłość, ale skoro ludzie akceptują Snape'a (którego bardzo lubię), to uznają również Dropsa.
Wesołych Świąt, smacznego jajka no i jeszcze czego tam sobie życzycie! :)
______________________________________
Niespodzianka
,,Porozwieszam na sznurkach myśli,
by wywietrzały".
Zbliżał się grudzień. Zimno coraz bardziej dawało się we znaki uczniom, którzy wyciągali ze swoich szaf coraz to cieplejsze ubrania. Na ulicach Hogsmeade było już widać pierwsze świąteczne dekoracje i wystawy - najwidoczniej czarodzieje byli prawie tak samo popędliwi w stosunku do świąt, co mugole, u których w telewizji świąteczne reklamy widniały już od początku listopada. Większość młodszej, magicznej populacji z niecierpliwością czekała na pierwszy śnieg. Oczywiście o Gwiazdce, prezentach i świątecznej przerwie nie wspominając. Można było odetchnąć od trosk dnia codziennego, zatracając się w przygotowaniach i odepchnąć czarne myśli na temat... Czarnego Pana.
Ginny Weasley biegła przez jeden z większych hogwarckich korytarzy. Na jej twarzy widoczne było poirytowanie.
- Trillian!
Dość wysoka, szczupła osoba w rozpiętej szacie, spod której wyzierał mundurek Gryffindoru, zatrzymała się gwałtownie i obróciła w stronę rudowłosej. Poczekała, aż Gryfonka się do niej doczłapie.
- Dlaczego ja zawsze muszę cię gonić? - jęknęła posiadaczka ognistej czupryny, szeroko ziewając, po czym obie skierowały się w stronę Wielkiej Sali na śniadanie.
Trillian uniosła brwi.
- Słyszałam, że nikt w Hogwarcie nie budzi się wcześniej od Hermiony.
- Tak było... - zadumała się Ginny - zanim nie pojawiłaś się ty.
- Dawniej wstawałam najpóźniej ze wszystkich!
- Magia Hogwartu.
Obie były bardzo głodne, więc z ochotą zasiadły do uginającego się pod ciężarem jedzenia stołu. W sali nie było prawie nikogo - co w sumie tylko je cieszyło - bo jedynie dwóch Ślizgonów, którzy wyglądali dosyć... marnie.
- Widzę, że był miły wieczorek - zgryźliwie szepnęła Ginny, ale jej koleżanka ją usłyszała, komentując to cichym śmiechem. Z zadziwiającym, jak na nią, apetytem wgryzła się w tosta z dżemem jagodowym.
- My też sobie taki zróbmy - odparła ciemnowłosa, przeżuwając kolejne kęsy.
- O tak... Znowu będzie świetnie! - zachichotała Ginny. - Muszę się odstresować, bo przygotowania do SUM-ów są niesamowicie wyczerpujące.
Nawet nie zauważyły, jak po obu ich stronach dosiadają się bliźniacy.
- Co będzie świetne? - spytał George.
- Kto się odstresuje? - dodał Fred.
Ruda przewróciła oczami, robiąc minę do Trillian.
- Mówię ci: z nimi nie da się mieć życia prywatnego.
- Zauważyłam - parsknęła jej towarzyszka.
Bliźniacy jednak byli wyjątkowo dziwni, bo nie mieli ochoty na dokuczanie Ginny. Odeszli od nich, by nałożyć na swoje talerze obfite śniadanie i pogrążyli się w zażartej rozmowie. Trillian nie rozumiała z ich zachowania nic a nic. Tego dnia była wyjątkowo rozkojarzona, bo myślała o bliźniakach i, co dziwne, o Ślizgonach siedzących dwa na drugim końcu sali.
- Co im jest? - spytała konspiracyjnym szeptem.
- Przecież jutro otwierają lokal u Zonka! Nie pamiętasz? - Ruda popatrzyła na przyjaciółkę ze zmieszaniem.
- Nie - odparła krótko, widząc, że w Wielkiej Sali pojawia się coraz więcej uczniów i nauczycieli. Cisza została zakłócona uczniowskimi rozmowami, szuraniem naczyń i metalicznym dźwiękiem uderzania sztućców o talerze. Po chwili nadleciały też sowy, rozdając poszczególnym uczniom listy i pakunki.
- Neville, uważaj! - krzyknęła Hermiona stojąca w drzwiach. Pulchny chłopak spojrzał najpierw na nią, a potem... rozległ się plusk, bo jego paczka, którą zapewne przysłała mu babcia, wpadła do jego owsianki z jabłkami, rozpryskując ją dookoła. Nie obyło się bez poszkodowanych i złośliwych komentarzy skierowanych do smutnego młodzieńca.
- Chłoszczyć. - Krótko machnęła różdżką Ginny, by oczyścić siebie i Trillian ze śniadania Neville'a.
- Dzięki. - Dziewczyna zauważyła, że Fred ma na szacie plamę po owsiance. Nawet w takim wydaniu prezentował się dobrze. Uśmiechnął się do niej łobuzersko i wyczyścił odzienie tym samym zaklęciem, co Ginny.
- Cześć! - przywitała ich Hermiona.
Zanim jednak zdążyły odpowiedzieć, profesor Umbridge wstała ze swojego miejsca, chrząkając jak to miała w zwyczaju. Dyrektor, który najwyraźniej również miał ochotę przemówić, popatrzył na nią z ledwo zauważalną niechęcią przez ułamek sekundy, po czym zamaszyście wstał i przemówił, zanim wyprzedziła go jego różowa pracownica.
- Witajcie, kochani! - powiedział, a wszyscy słuchali go uważnie, bo nie zawsze zdarzało się, że ogłaszał coś w dni codzienne, dodatkowo ignorując Umbridge, która wręcz kipiała landrynkową, słodką złością. To musiało być coś ważnego. - Jak widzicie, nadciągają zimne dni, oczywiście będzie bal bożonarodzeniowy, nie martwcie się o to. Tyle, że nie będziemy na tym balu sami... - tu rozległy się szmery - ponownie przyjadą do nas uczniowie Beauxbatons i Durmstrangu! Na pewno pamiętacie sytuację dwóch lat. - Odchrząknął i spojrzał na zaciekawionych uczniów, po czym kontynuował. - Chcemy to wszystko załagodzić, no i może zyskamy sojuszników w walce z...
- Uhm, uhm! - Umbridge zdobyła się na najgłośniejsze chrząknięcie, na jakie ją było stać. Widząc, że uczniowie zamilkli, kontynuowała z przesłodzonym żabim uśmiechem. - Panie dyrektorze, bardzo mi przykro, że muszę panu przerwać, ale nie uważam, żeby wmawiać dzieciom takie oszczerstwa...
- Jesteś po jego stronie, Dolores? - Tym razem to była mocno podenerwowana McGonagall. Teraz to one obie stały, mierząc się wzrokiem niczym pojedynkujące się lwy.
- Stop, stop - powiedział spokojnie profesor Dumbledore. - Pozwólcie, że dokończę to, co zacząłem. Pojawią się tylko wybrani wychowankowie tych zagranicznych szkół. Dwóch z Durmstrangu i dwoje z Beauxbatons. Będzie to wymiana uczniowska. - Na tę wiadomość większość osób nie mogło się powstrzymać, by nie podzielić się swoimi poglądami z sąsiadami. Profesor McGonagall, która doszła do siebie po krótkiej potyczce z profesor Umbridge wstała, uciszając rozgadanych uczniów. Dyrektor ponownie odchrząknął i kontynuował: - Jednak nie będzie w niej uczestniczyć ostatni rok, a szósty, bo kadra nauczycielska zdaje sobie sprawy z nawału pracy i nauki, potrzebnej do owutemów. Czworo wybranych podopiecznych z szóstego roku dostanie ode mnie sowy z informacjami. Proszę jednak o dyskrecję. Jeśli dostaniecie sowę, zostawcie to dla siebie. To tyle! Miłego dnia! – powiedział jak gdyby nigdy nic i usiadł z powrotem na swoje wygodne krzesło.
Większość uczniów była poruszona. Co ambitniejsze osoby z tych, którzy mieli w tym roku owutemy, były oburzone, bo chciały poznać nietutejsze szkoły. Inni z kolei byli zadowoleni. Największą za to reakcję miał szósty rocznik, którego nie dało się uspokoić na lekcjach.
- Chciałbym pojechać do Beauxbatons – oznajmił z głową w chmurach Blaise Zabini. – Pamiętam taką jedną gorącą las…
- Słucham?
Niewątpliwie nie był to głos Dracona, do którego kierował swoją wypowiedź. Zamarł z przerażenia, widząc przed sobą profesor McGonagall, która wlepiała w niego swój koci wzrok z wyczekiwaniem. Kątem oka zauważył, że jego blond-włosy przyjaciel zatkał sobie usta dłonią i trząsł się ze śmiechu.
- No, śmiało. Niech pan podzieli się z nami tym, co chciał nam powiedzieć.
Teraz już cała klasa – a mieli lekcje z Gryfonami – co najmniej uśmiechała się kpiąco. Ślizgon zebrał się w sobie.
- Chciałem powiedzieć, że pamiętam dziewczynę z Beauxbatons, która robiła pyszną, gorącą lazanię – odrzekł całkowicie poważnie.
Profesor McGonagall zmierzyła go ostrym spojrzeniem, po czym ciągnęła swój wątpliwie ciekawy wykład na temat transmutacji sposobem niewerbalnym.
- Oj, Diable, szkoda, że nie widziałeś swojej miny – zaśmiał mu się do ucha Draco, kiedy nauczycielka odeszła na bezpieczną odległość. – W każdym razie, możesz kontynuować swoje myśli na temat Jac… jak jej tam?
- Jacqueline. Jacqueline Bonnet.
- No, właśnie. Pamiętam, że uczyłeś się wymawiać poprawnie jej imię przez dwa tygodnie. – Skrzywił się na wspomnienie radośnie stąpającego po ich sypialni Blaise’a, który powtarzał jedno słowo w kółko.
- Nagroda była…
- Tego mi oszczędź – powiedział stanowczo Draco, po czym wziął się za spisywanie notatek z tablicy. – Ze wspomnień zostało mi jedynie to, że Parkinson mi się wepchała, gdy próbowałem zaprosić jedną z Francuzek na bal.
- Ciesz się, że nie widziała twojej transformacji we fretkę.
Był piątek, tak upragniony i wyczekiwany. Lekcje się skończyły, a trzy Gryfonki i dwóch Gryfonów przesiadywało przy kominku w Pokoju Wspólnym, ogrzewając się po lekcji zielarstwa.
- Głupia Sprout i jej roślinki! – warknął Ron. Był dziś zdecydowanie nie w humorze.
- Ron, wyluzuj… - powiedział Harry. – Mogło być gorzej. – Pośpieszył z odpowiedzią, widząc pytające spojrzenia czwórki znajomych: - No, wiesz. Ta mandragora…
- …ta gorsza odmiana mandragory – wpadł mu w słowo Ron.
- …mogła cię ugryźć w… Ekhm, w tyłek, a nie w udo.
Wszyscy wybuchli śmiechem na takie wyobrażenie.
- Taa, bardzo się cieszę – mruknął poszkodowany.
- Idziecie jutro do Hogsmeade? – Hermiona postanowiła zmienić temat.
- Ja tak. Muszę zobaczyć nowy lokal bliźniaków – oznajmiła Ginny. Mam przeczucie, że wymyślili coś bardzo ciekawego.
Wokół rozległy się potwierdzenia i pomruki aprobaty.
- A co myślicie o porannym ogłoszeniu? – spytała Trillian.
- Nie wiem, ale myślę, że Dumbledore może mieć swój cel w całej tej sprawie. W każdym razie ja nie mam najmniejszej ochoty w tym wszystkim brać udział – jęknął Harry.
Podyskutowali jeszcze trochę o całej sprawie i porozchodzili się do swoich domitoriów, wcześniej umawiając się, że stawią się w Wielkiej Sali o ósmej, by móc pójść do Hogsmeade.
Dormitorium Trillian było czteroosobowe. Nie różniło się niczym od innych – było w barwach złoto-czerwonych, z wygodnymi łóżkami i łazienką. Dzieliła je z Ginny, Hermioną i Parvati. Lavender i dziewczyna, z którą wcześniej mieszkała Ruda, opuściły Hogwart, bo tak kazali im rodzice. Parvati jeszcze nie było, więc mogły szczerze porozmawiać. Jednak zanim zgłębiły temat, w szybę zapukał wielki puchacz, który trzymał gruby list.
Super rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :D
Pozdrawiam i weny życzę!
Dzięki :):):)
UsuńŚwietny rozdział!
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz nie skupiając się jedynie na Trillian.
Życzę weny, Elizabeth.
Ps:powiadamiaj mnie ;)
Powiadamiaj mnie na:
Usuńelizabeth-i-draco.blogspot.com
Dziękuję, będę powiadamiała. ;)
UsuńŚwietny rozdział :) Dziś krótko, bo egzaminy :/
OdpowiedzUsuńWENY! :*
Powodzenia! ;*
UsuńBardzo ciekawy rozdział.
OdpowiedzUsuńTrillian jest ciekawą postacią a ty w świetny sposóh ją przedstawiasz ;D
Czekam na NN.
Miło mi. ;>
UsuńPS. Wpadnę później do ciebie.
Interesujący rozdział. Lubię Twój styl pisania, taki swobodny i lekki, bez żadnych zawiłości.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za mój jakże rozwinięty komentarz, ale jestem trochę zmęczona i zaraz biorę się za naukę do szkoły :/
Pozdrawiam i życzę weny :*
Ooo, jak fajnie. :D
UsuńMiłej nauki... yh :/
Rozdział jest naprawdę bardzo fajny ;33
OdpowiedzUsuńDobry pomysł z tą wymianą! Czyli że Trillian jedzie do Beauxbatons lub Durmstrangu?? O się będzie działo. :D
Czekam na kolejny!
xoxo
Dzięki, mam nadzieję, że ciąg dalszy się spodoba! :))
UsuńZgadzam się pomysł bardzo fajny.
OdpowiedzUsuńDawno cię nie było. Cieszę się, że już wstawiłaś.
Rozdział świetny. Czekam na następny. : )
Przyjemny rozdział na umilenie deszczowego, piątkowego wieczoru.
OdpowiedzUsuńAż się zachciało tej lazanii, o której wspominał Blaise ;)
Pozdrawiam, czekam na next i zapraszam do siebie.
Hmm, u ciebie pada? U mnie jest b a r d z o wietrznie. -_-
UsuńDziękuję. :)
Świetny rozdział. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next. :)
Dziękuję. c:
UsuńDodałam Cię do Magicznej Przystani :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Owszem, lubię Harrego Pottera, ale nie lubię FF na jego temat. Głównie dlatego, że opierają się na tym samym schemacie i już na początku wiem, jak historia się skończy. Ci sami bohaterowie, te same zdarzenia. W kółko i w kółko to samo. Czy naprawdę nikt oprócz mnie nie pomyślał o ... opisaniu wszystkich żartów bliźniaków, albo o młodości McGonagall?
OdpowiedzUsuńAle wróćmy do Ciebie. Błędów jako takich nie znalazłam. Fabuła też odbiega od kanonu (trochę!). Zaskocz mnie, a zyskasz stałą czytelniczkę :)
Podnieś rękawicę i ... do boju :D
Pozdrawiam
Ress
niech-milosc-zwyciezy.blogspot.com
Nie jestem pewna, czy cię zaskoczę, ale dziękuję. :>
UsuńWszystkie żarty bliźniaków. Mój następny FF będzie właśnie o Fredzie i George'u. ^^
A więc cieszę się ogromnie :)
UsuńPowiadom mnie niezwłocznie o tym fakcie!
I pamiętaj! Minerwa jest moja :D
Przepraszam za ponadtygodniowe spóźnienie...
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się pomysł z wymianą. Nigdy nie czytałam o tym ff, więc jestem bardzo ciekawa. Trochę odbiegasz od kanonu co mi się bardzo podoba ^-^ Czekam na kolejny rozdział
Ważne, że skomentowałaś. :)
UsuńDziękuję bardzo. ^^ Trzeba odbiegać od kanonu! Po to jest ff! :D
Dzięki za komentarz z linkiem do Twojego bloga ;) Historia jest wciągająca jak na trzy rozdziały. Ciekawy pomysł i styl pisania, który bardzo przyjemnie się czyta sprawiły, że zyskałaś nową czytelniczkę :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Katherine
Cieszę się. :)
UsuńA ty masz może bloga? ;>
Nom :3 Nawet dwa.
Usuńzaginiony-brat.blogspot.com
bella-is-angel.blogspot.com
Świetny rozdział. Dobrze, że nie trzymasz się kanonu i dodałaś ten bal bożonarodzeniowy z udziałem innych szkół. Po za tym, ciekawe kto dostał ten list.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział. Pozdrawiam.
Dziękuję. :)
UsuńTwój blog się szybko i przyjemnie czyta. mam nadzieję, że będzie tak do końca. Twój blog jest naprawdę poysłowy.
OdpowiedzUsuńWeny
[http://new-generation-hogwart.blogspot.com/]
Wplotłaś w fabułę różową prukwę, może być ciekawie :D
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział:
OdpowiedzUsuńKocham twój styl pisania, łatwo się czyta etc. Chyba coś źle zrozumiałam, Ginny jest na tym samym roku co Harry? Tak czy siak twój blog bardzo mi się podoba.
Biorę sie za czytanie reszty i pozdrawiam!