sobota, 19 lipca 2014

Rozdział VI

Pierwsze spotkanie

„Życie ma tyle kolorów,
ile potrafisz w nim dostrzec”.

Hogwart w czasie świąt był zachwycający jeszcze bardziej niż na co dzień.  Po korytarzach szybowały duchy wyśpiewujące kolędy, a Irytek lubił wywrzaskiwać własne parodie świątecznych pieśni. W całej szkole panował wesoły rozgardiasz. W pokojach wspólnych pojawiły się choinki, przyozdobione kolorami domów, w których się znajdowały. Przyjemnie było przesiadywać sobie wieczorem w miękkim fotelu przy płonącym kominku, wdychając świeżą woń iglastego drzewka. Jednak najbardziej atrakcyjna była z pewnością Wielka Sala. Hagrid tradycyjnie przywlekł do niej dziesięć dużych świerków, które ozdabiali właśnie prefekci pod okiem profesora Flitwicka. Wszystkie pięć długich stołów zostało idealnie wypolerowane przez skrzaty domowe. Na ścianach wisiały girlandy, a zaczarowane sklepienie wydawało się piękniejsze niż kiedykolwiek – niebo było ciemnogranatowe, bezgwiezdne i można było dostrzec, jak w powietrzu wirują jasne drobinki śniegu.
Trillian wyciągnęła nogi, siedząc na ławce tyłem do stołu i przyglądała się z rozbawieniem, jak Ron i Hermiona ubierają choinkę. To samo tego wieczoru robiła reszta prefektów. Profesor Flitwick uznał, że to wspaniała okazja na użycie w praktyce zaklęcia „Wingardium Leviosa”, zawieszając na gałęziach drzewek migoczące łańcuchy czy inne świecidełka. Po kilku minutach tej praktyki, gdy uczniowie zaczęli rozbijać bombki na podłodze, dekoncentrując siebie nawzajem, zakazał im używania różdżek. Byli więc skazani na wchodzenie w tę i z powrotem na chwiejnych drabinach.
- Ron, trzymasz mocno? – Trillian dobiegł głos zaniepokojonej Hermiony. Miała się czym denerwować, bo właśnie wkładała szpic na czubek czterometrowej choinki, a drabina, na której stała, trzęsła się niebezpiecznie. U jej podstawy był Ron, podtrzymujący chwiejny obiekt z całej siły.
- Tak, Hemiono! Nie bój się!
Trillian nie spoglądała jedynie na Rona i Hermionę. Jej wzrok co raz wędrował do choinki, którą przystrajali prefekci Slytherinu z szóstego roku: Draco Malfoy i Pansy Parkinson. Od momentu, w którym dowiedziała się, że jedzie na wymianę z Draconem, często o nim myślała. Wiedziała oczywiście, że jest przystojny, ale zastanawiała się, czy uda się im nawiązać jakiś kontakt. Była pewna, że w środku jest bardzo ciekawą postacią i miała ochotę ją poznać - tak też sobie postanowiła.
Do gryfonki przysiadł się Harry, wyraźnie przygnębiony.
- Jak szlaban ze Snapem? – zagadnęła czarnowłosa.
- Tym razem patroszyłem ropuchy. – Harry wzdrygnął się mimowolnie. – Mogło być gorzej – dodał, a następnie zmienił temat: - Czy Ron ci już mówił, że masz  zaproszenie na święta do Nory? – spytał głośno.
Ron złapał się za głowę, kompletnie zapominając o drabinie.
- Na brodę Merlina, zapomniałem! Ee… tak więc masz zaproszenie na święta w moim domu od moich rodziców – powiedział rudzielec i oparł się ręką o drabinę.
- Uważaj! – krzyknął Harry.
Było to słuszne spostrzeżenie. Hermiona zaczęła się chwiać, a drabina przechylać w bok. Ron szybko ją pochwycił i bezpiecznie oparł. Dziewczyna zeszła na dół w mgnieniu oka.
- Przepraszam – bąknął Ron, wstydliwie drapiąc się po ognistej czuprynie.
- Teraz to ty wchodzisz, a ja trzymam drabinę – oświadczyła Hermiona władczym głosem, bardzo przypominając Molly Weasley.




Albus Dumbledore słynął ze swojej ekstrawagancji i potrafił zaskakiwać, co zresztą bardzo lubił. Chciał też jak najwięcej pomagać w ciężkich czasach, by ludzie nie zapominali, co to uśmiech i nie poddawali się Voldemortowi. W tej chwili starzec szedł na Grimmauld Place 12, gdzie ukrywał się lubiany przez niego, ale znienawidzony przez niemal całą resztę populacji, Syriusz Black. Czarodziej stanął pomiędzy domami z numerami jedenaście i trzynaście, a następnie, upewniwszy się, że nikogo nie ma w pobliżu, powtórzył w myślach adres ukrytego domu. Po chwili pojawiły się drzwi, przez które bez oporów przeszedł. Po schodach właśnie zbiegał Syriusz, który usłyszał kroki. Gdy zobaczył, kim jest gość, lekko się uśmiechnął i zaprosił gestem do salonu.
- Dobry wieczór, Albusie – powiedział Black, usadawiając się w fotelu. Z gracją odrzucił kosmyk włosów z czoła.
- Witaj, Syriuszu – odparł ciepło Dumbledore.
- Zawsze zastanawiało mnie, jakim sposobem jesteś zawsze taki radosny – westchnął Syriusz. – No, ale do rzeczy. W jakiej sprawie tu jesteś?
- W sprawie świąt. Chcę ci oznajmić, że nie spędzisz ich tutaj – rzekł, a widząc uniesione brwi Blacka, kontynuował. – Pojedziesz do Nory.
- Naprawdę? Nie żartujesz? – Syriusz był podejrzliwy, ale cząstka jego duszy już się radowała na myśl o świętach w domu Weasleyów.
- Ja? Nigdy w życiu – odrzekł brodaty czarodziej. – Nie mam czasu zabawić tu na dłużej, ale chciałem ci powiedzieć, że masz zaproszenie od Molly… i moje przyzwolenie. Jutro odbędzie się zebranie Zakonu, wszyscy przyjdą na szesnastą – dodał Albus. – Muszę już iść. Miło było cię zobaczyć, Syriuszu! Do widzenia.
Syriusz odprowadził Dumbledore’a do drzwi. Jego zły nastrój zniknął i zaczął się zastanawiać, co kupi Harry’emu na święta.




Trillian oglądała Norę, rodzinny dom Weasleyów, z niemałym zachwytem. Odkąd pamiętała, jej domem był ponury sierociniec, a święta nie były radosne i miłe. Bardzo zazdrościła Ronowi rodziny, mimo że nie była zamożna. Oddałaby wszystko, by mieć choć jedną osobę spokrewnioną, ale nie robiła sobie wielkich nadziei. Jako małe dziecko była cicha i spokojna, ale też bardzo ciekawska. Zawsze zastanawiała się, kim są jej rodzice, jak wyglądają i jakie mają charaktery. Często się jej śnili, ale gdy się już obudziła, to nigdy nie pamiętała ich twarzy. Wiedziała, że jej sny nie są prawdziwe i nie należy ich brać na poważnie, ale zawsze wydawały jej się realistyczne. Od małego bała się zasnąć, bo zwykle, jeśli to nie jej rodzice, to w snach widziała jakieś zamazane obrazy torturowanych ludzi, czyjś zimny głos i śmiech, który aż przyprawiał o dreszcze i gęsią skórkę, kiedy tylko o nim myślała. Trillian rozważała o wszystkim, co zobaczyła, tłumaczyła sobie każde wydarzenie choćby bzdurnym wyjaśnieniem, ale wtedy była dziwnie spokojna i zadowolona. To myśli najbardziej ją przerażały, czasem miała ich natłok, bała się tego wszystkiego, a im więcej myślała, tym bardziej bolało ją serce.
Gryfonka wzdrygnęła się, przypominając sobie, że powinna być wesoła w wigilijny wieczór. Nora sprzyjała beztrosce i pogodzie ducha, za co ludzie, którzy mieli wiele problemów, mogli podziękować. Tutaj można było być sobą, wygłupiać się z Fredem w kuchni, czy rozmawiać na poważne tematy z Hermioną. Jednak w tej chwili wszyscy pomagali pani Weasley przy świąteczej wieczerzy. Całość była niemal gotowa, trzeba było tylko przynieść potrawy na przykryty obrusem stół i czekać na gości, którzy po chwili zaczęli się zjawiać. Nie było ich dużo. Najpierw przybyli Tonks i Moody. Oboje przedstawili się Trillian.
- Cześć! - krzyknęła entuzjastycznie Nimfadora, podchodząc radosnym krokiem do Trillian, niemal zwalając na ziemię panią Weasley i misę, którą niosła. Jej włosy były tego wieczoru ciemnofioletowe, długie i ułożone w nienaganne fale, co było niemałym zdziwieniem dla ludzi, którzy ją znali - czarownica zazwyczaj paradowała w ekstrawaganckich, krótkich fryzurach.
- Dzień dobry, panienko Black - przywitał się Alastor, świdrując dziewczynę spojrzeniem swojego modrego, magicznego oka.
- Będziemy na nich czekać? - dopytywała się Tonks, która wyraźnie kogoś wypatrywała. - Może coś im się stało?
- Oczywiście, że nie. Jest z nimi Dumbledore - powiedział spokojnie Artur Weasley.
Po chwili drzwi do domu zadzwoniły ponownie, a Molly szybko do nich podbiegła i spytała nerwowym głosem:
- Kto tam?
- To ja, Molly - rozległ się głos znanego wszystkim Dumbledore'a.
- Kto jest strażnikiem tajemnicy Grimmauld Place 12?
- Albus Dumbledore.
Molly wydawała się być usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, więc machnęła różdżką i otworzyła drzwi. Wyszło zza nich trzech przybyszów. Pierwszym był oczywiście dyrektor Hogwartu, którego Trillian doskonale znała. Drugą osoba, która wyłoniła się zza wyższego Albusa, był dosyć młody mężczyzna ze strzechą ciemnoblond włosów na głowie. Trzecia postać zaintrygowała dziewczynę najbardziej. Mężczyzna miał czarne włosy do ramion, wysoką posturę i szare, przenikliwe oczy. Wyglądał na wycieńczonego życiem, choć młodego, i coś w jego spojrzeniu mówiło, że przeżył wiele i że nie były to miłe przeżycia. Był blady i bardzo przystojny. Trillian jednak zdumiało to, że wygląda jak starsza wersja jej, tylko, że w męskim wydaniu. Mieli te same oczy i te same usta, identycznie wystające kości policzkowe i grube, czarne włosy.
- Witaj, Trillian. - Z rozmyślań wyrwał ją radosny Dumbledore’a. - Ja tu dziś dłużej nie zabawię, i tak musi być, Molly. Przyszedłem życzyć wam wszystkim wesołych świąt, przetransportować Syriusza i ochronić Norę dodatkowymi zaklęciami. Oby dzisiaj nic się wam nie stało!
Pani Weasley wyglądała na niezadowoloną słowami Albusa.
Nowo przybyli goście, którzy się jeszcze nie odezwali, od razu zostali zaatakowani wesołymi powitaniami.
- Cześć, Hermiona! Witaj Ron! A ty jesteś...
- Trillian - powiedziała z uśmiechem. - Trillian Black.
- Och, tak myślałem. Miło cię w końcu poznać. Jestem Remus Lupin, uczyłem kiedyś obrony przed czarną magią w Hogwarcie.
- Co? Czegoś nie rozumiem, Luniaczku - wtrącił czarnowłosy mężczyzna, który na chwilę obecną rozmawiał z Harrym, ale zwrócił swoją uwagę na dźwięk nazwiska „Black”.
- Tak, chyba powinieneś. - Wyszczerzył się Harry. - Trillian... To jest Syriusz Black - powiedział Wybraniec.
- Syriuszu... to twoja... córka - dodał z napięciem w głosie Lupin.
Nagle wszyscy zaniemówili i zrobili się odrobinę spięci. Chcieli tym obojgu zrobić niespodziankę, ale nie mieli pojęcia, czy będzie ona udana. Wpatrywali się w tę czarnowłosą dwójkę ze zniecierpliwieniem i strachem.
- Słucham? - Trillian powiedziała to, co pierwsze przyszło jej na myśl. - Podobno moi rodzice nie żyją... Z tego, co mi wiadomo.
- A ja, z tego, co mi wiadomo, nie mam córki - powiedział nerwowo Syriusz, a w jego głowie panował nawał różnych myśli i przypuszczeń.
- Masz, Syriuszu - powiedział łagodnie Dumbledore. - I to ja natknąłem się na nią... całkowicie przypadkiem, to prawda, ale jednak. Może byśmy dali im chwilkę spokoju, tak na dziesięć minut, co, Molly?
- Tak, oczywiście - rzekła mama Rona, z niepokojem spoglądając to na Syriusza, to na jego córkę.
Kiedy wszyscy, prócz Syriusza i Trillian, opuścili pomieszczenie, zapadła dosyć krępująca cisza. Oboje patrzyli na siebie z zastanowieniem i bali się odezwać. Syriusz spekulował, czy posiadanie przez niego dziecka jest możliwe, a kiedy dopuścił do siebie myśl, która nękała go od pierwszych chwil, gdy ją ujrzał, w jego sercu pojawiło się uczucie podobne do tego, jakiego doznał przy poznaniu Harry'ego. Przypomniały mu się wspomnienia sprzed siedemnastu lat, a jego serce zalała gorycz. Nie od tak zostałeś Gryfonem, Syriuszu, pomyślał i zaczął konwersację.
- Witaj... Trillian - powiedział swoim delikatnie zachrypniętym głosem.
Dziewczyna spojrzała na niego z wahaniem.
- Mówiono mi, że nie mam rodziców.
- Ja też myślałem, że nie mam córki, a raczej: wcale o tym nie myślałem - odparł Syriusz.
- To jest dla mnie takie dziwne. - Trillian zmarszczyła brwi w zamyśleniu.
- Nigdy... nigdy nie chciałaś mieć rodziców? - zdziwił się Syriusz. - Ja chciałem mieć dzieci.
- Oczywiście, kto by nie chciał ich mieć! - zaperzyła się Trillian. - Na razie to sobie... przyswajam.
- Ja też - powiedział mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Mam nadzieję, że będziesz dla mnie jak Harry, który jest tak jakby moim synem.
- Jak...?
- Jestem jego ojcem chrzestnym, najlepszym przyjacielem jego ojca... ale to długa historia.
- Opowiesz mi ją kiedyś? - spytała dziewczyna, po raz pierwszy mówiąc do rodziciela na „ty”.
- Jasne - przytaknął Syriusz, a Trillian postanowiła nieco zmienić temat.
- Jeśli mogę spytać, to kto w takim razie jest moją matką? - spytała.
Syriusz zawahał się, patrząc na nowo poznaną córkę z wątpliwością w oczach. W odpowiedzi dostał bystre, harde spojrzenie stalowoszarych oczu - takich samych, jak jego własne. Westchnął ze zrezygnowaniem.
- Mary Macdonald.
- Nie słyszałam o niej - powiedziała z żalem Trillian.
- I mam nadzieję, że nie usłyszysz - odrzekł cicho Syriusz, a widząc, że dziewczyna protestuje, dodał: - Kiedyś ci o niej opowiem. Jak nadejdzie odpowiedni moment.
W tej samej chwili wszyscy wrócili do jadalni. Trillian zobaczyła Harry'ego, uśmiechającego się do niej i odwzajemniła gest.
Pani Weasley głośno wyrażała swój protest co do wracania Dumbledore'a do zamku.
- Albusie, zrobiłam pysznego pieczonego indyka, musisz go spróbować! - mówiła, podając swoje ostatnie argumenty.
- Molly, mam święta w Hogwarcie. Wesołych świąt! - powiedział, po czym opuścił Norę.
Wigilijna kolacja przebiegła w radosnym nastroju i niczym niezmąconej świątecznej atmosferze. Po godzinie dziesiątej wieczorem, kiedy wszyscy byli już syci, pani Weasley zaczęła zaganiać najmłodszych do łóżek.
- I żebym nie zobaczyła żadnej z waszych sztuczek! - powiedziała do chichoczących bliźniaków.
- Jasne, mamo - odpowiedzieli równocześnie, ale figlarne uśmiechy nie schodziły im z twarzy. Kiedy wszyscy jakimś dziwnym trafem znaleźli się w pokoju Ginny, Trillian i Hermiony - zapewne dlatego, że był największy - wszyscy zaczęli bombardować Blackównę pytaniami.
- I jak? Polubiłaś Syriusza? - spytał George. Zanim zdążyła odpowiedzieć, odezwał się drugi bliźniak:
- Taak, Syriusz jest bardzo fajny - powiedział Fred, mrugając okiem do Trillian.
- Nie przypominam sobie, żebyś miał na imię Trillian - powiedział Harry z uśmiechem. - Może niech ona nam wszystko opowie?
- No, więc... tak, mój t-tata wydaje się fajny - zaczęła zainteresowana i poczuła, że słowa, które wypowiada, są najdziwniejszymi w jej życiu. - Rozmawialiśmy trochę o tym, co się stało, o mojej mamie... Nic specjalnego.
- O twojej mamie? - zaciekawiła się Hermiona. - Kto nią jest?
- Powiedział mi tylko jej imię. Mary Macdonald. Nic więcej, choć dodał, że kiedyś opowie mi o niej dokładnie.
- A jak się czujesz? - spytał Fred. - No wiesz, niecodziennie spotyka się pierwszy raz swojego ojca.
- To dość miłe uczucie, nie powiem, dowiedzieć się, że ma się tatę, ale byłam - i nadal jestem - zdziwiona - powiedziała Trillian i stwierdziła, że jest strasznie zmęczona całą tą sytuacją.
- Może chcesz się już położyć? - spytał troskliwie Harry.
- Tak, to dobry pomysł - odparła czarnowłosa.
Tej nocy zasnęła bez problemu i bez koszmarów, z nadzieją na lepsze nowe jutro. Gdy obudziła się w poranek Bożego Narodzenia, zobaczyła w nogach swojego łóżka stos prezentów. Zmarszczyła brwi z niezrozumieniem, a dopiero potem przyszła jej myśl o świętach. Spojrzała na Ginny i Hermionę, które jeszcze spały. Obie mały stosy paczek, tylko nieco większej wielkości niż te Trillian, która postanowiła rozpakować prezenty. Pierwszy był od Ginny. Dała jej paczkę z przyborami do konserwacji mioteł. Od Hermiony dostała książkę zatytułowaną Dla niedoświadczonych metamorfomagów, czyli co powinieneś wiedzieć, z której Trillian była bardzo zadowolona. Dostała jeden wspólny prezent od bliźniaków i oddzielny od Freda. Z uśmiechem otworzyła paczkę od właścicieli magicznego sklepu, by ujrzeć kilka magicznych przedmiotów i słodycyczy z nowego sklepu w Hogsmeade. Fred dał jej paczkę pełną długich, kwadratowych przegródek, wypełnionych fiolkami z najróżniejszymi eliksirami - tymi zabawnymi, jak i przydatnymi. Harry kupił jej portfel, który pozwalał otworzyć się tylko właścicielowi i paczkę czekoladowych żab. Od Rona dostała łakocie z Miodowego Królestwa, a od Hermiony - kolejną książkę, tym razem o eliksirach. Państwo Weasley podarowali dziewczynie ciastka i paszteciki domowej roboty.
Trillian była bardzo zdziwiona, że dostała tyle prezentów. Nie zdążyła się nad tym porządnie zastanowić, bo obudziły się Hermiona i Ginny. Wszystkie  życzyły sobie wesołych świąt i zabrały się za rozpakowywanie prezentów.
- Dziękuję, Trill, ta książka o tajemnicach numerologii jest świetna – powiedziała zachwycona Hermiona.
Poranek minął równie radośnie, co wczorajsza kolacja. Syriusz był we wspaniałym nastroju, tak samo jak Trillian, która po raz pierwszy w życiu nie spędzała świąt w posępnym sierocińcu, ale nie rozmawiali ze sobą. Wszyscy byli zajęci pomaganiem pani Weasley przy bożonarodzeniowym obiedzie, który zapowiadał się jeszcze bardziej smakowicie niż wigilijna kolacja. Chwilkę przed nią, kiedy Trillian poszła po coś do pokoju Ginny, ktoś do niej zapukał. To był Syriusz, a trzymał średniej wielkości paczkę, która była owinięta błyszczącym świątecznym papierem.
- Proszę - powiedział, wręczając jej prezent. - Chciałem ci coś dać, Trillian, na nasze pierwsze wspólne święta.
- Dziękuję - odparła dziewczyna, czując się bardzo głupio. - Ja nic dla ciebie nie mam.
- To nic. Ważne, że jesteś. Wesołych świąt. - Po tych słowach lekko ją przytulił, po czym pospiesznie wyszedł z pokoju.
Trillian usiadła na łóżku, zaciekawiona zawartością paczki. Na wierzchu leżał liścik z napisem „Korzystaj mądrze. Dostałem to, gdy byłem w twoim wieku”. W środku było coś, co przypominało lunaskop, używany przez uczniów na lekcjach astronomii. Ten był jednak czarno-srebrny, nieco mniejszy i wyglądał na składany. Trillian spojrzała przez jego szkiełko na łóżko Ginny    i zdziwiła się, kiedy nie zobaczyła przybliżonego obrazu, tylko to, co było pod jej poduszką - wydanie Proroka Codziennego z uśmiechającym się Harrym na okładce. Jej serce zabiło szybciej i skierowała urządzenie na swoją szafkę z ubraniami. Była zamknięta, ale przez ten dziwny teleskop widziała, co jest w środku. Starannie schowała prezent i zeszła na świąteczny obiad z myślą, że to są jej najlepsze święta w życiu.

___________________________________________

Muszę coś powiedzieć. Nie wierzę w ilość komentarzy pod ostatnim postem! Dziękuję za ponad cztery tysiące wyświetleń i 27 obserwatorów! Nawet jeśli niektórzy są anonimowi i nie mogę ich poznać. Nie wiedziałam, że kiedyś dożyję momentu, w którym będę mieć ponad pół setki komentarzy pod postem. Pół setki brzmi lepiej, niż pięćdziesiąt, nie sądzicie? Moje uczucia wyraża tylko ten gif z Hermioną. Opinię o rozdziale pozostawiam wam - powiem tylko, że to był najtrudniejszy rozdział, jaki miałam napisać...
Pozdrawiam, Luniaczek.

49 komentarzy:

  1. Cudny rozdział ♥
    Twój blog jest jednym z najlepszych, które czytałam (wszystkie są już zakończone, albo zawieszone więc tylko tutaj wchodzę czytać i komentować ;D)
    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział! : )
    sorry za błędy, ale muszę szybko pisać
    Pozdrawiam, ϟ Ginny ϟ .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale nie uważam, żebym była aż tak dobra. :)

      Usuń
  2. Prześwietny rozdział! ;)
    Cieszę, że Trillian i Syriusz wreszcie się spotkali, a co najważniejsze dowiedzieli się o relacji ojciec-dziecko. Ciekawi mnie temat matki Trillian, a także co stanie się podczas wyjazdu z Draco, w końcu są rodziną, chociaż wątpię, aby Malfoy się domyślił że Trillian jest właśnie z TYCH Blacków.
    Czekam na więcej, k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wszyscy czarodzieje czystej krwi są ze sobą spokrewnieni, więc nie wiem, czemu to by miało mieć na nich jakiś wpływ. Tak samo jak Ron i Draco są ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni.
      A, i dziękuję. :)

      Usuń
    2. No wiesz, chodzi mi o to, jak Draco zareagowałby na wieść, że Trillian jest z TYCH Blacków, no bo w końcu Syriusz to kuzyn jego matki :)

      Usuń
  3. Cudowny rozdział. :)
    W końcu Trillian poznała swojego ojca, bardzo się cieszę, że wybrałaś właśnie Syriusza jako jej rodziciela. Ciekawe co z Mary, czyżby to była jej wina, że Trillian tak późno poznała swojego ojca? Coś czuję, że będzie dużo się działo, nie mogę doczekać się balu! ^^

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział!
    Ciesze się, że Trillian i Syriusz się spotkali. Nie rzucam się do niczego, gdyż domyślam się, tak jak pisałaś, był to ciężki do napisania rozdział. Raczej nikt nie wie, jak by się zachował, gdyby zobaczył po raz pierwszy swojego rodzica, o którym myślał, że nie żyję. I jaki szok, musiał przeżyć Syriusz, dowiadując się, że ma córkę.
    Ciekawi mnie bardzo kfestia matki Trillian, no i oczywiście czekam z niecierpliwością na Tuniej Trójmagiczny
    Pozdrawiam i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam już, że to nie będzie Turniej! To po prostu wymiana...
      Dzięki. ;)

      Usuń
  5. „przyozdobione w kolorach domów” - przyozdobione kolorami domów
    Trafia się trochę powtórzeń, ale ujdzie to jakoś. Można płynnie czytać, nie zwracając na nie uwagi.
    Hmm... Zrobić niespodziankę z takiej wiadomości... „To Twoja córka”. Jednak dobrze, że była scena bardziej osobista, intymna.
    Mary Macdonald, czy to nie jest ta postać, która była nękana przez śmierciożerców za czasów Huncwotów? Niecodzienne typowanie osoby.
    Wszystko wygląda w porządku, to jest bardzo przyjemny tekst (bez żadnych usterek!), ale jest tu trochę za dużo nagłych zwrotów scen. Dosyć szybko przeskakujesz „obrazami” (zwłaszcza w Norze).
    Reakcja Blacków była dosyć nijaka, to chyba przez to zaskoczenie. Czuję po tym niedosyt.

    Czekam na rozwój relacji między ojcem, a córką!

    Pozdrawiam
    Makowa Pani
    http://upolowac-jelenia.blogspot.com/ << KLIK!
    Zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za te powtórzenia, rozdział był sprawdzany tylko raz i na szybko. Wiem, tak się nie powinno robić, no ale ja nie jestem zbyt... zabrakło mi określenia. Zaraz sprawdzę rozdział jeszcze kilka razy. :)
      I dziękuję za wytknięcie błędów. Lubię, kiedy ktoś napisze "świetny rozdział", ale takie rzeczy bardziej cenię. Postaram się powstrzymać z tymi zwrotami scen, mam z tym problem odkąd pamiętam. :|
      Z tą reakcją też racja, no ale stwierdziłam, że nie padną sobie w ramiona i nie zaczną do siebie mówić "tatusiu" i "córeczko", czy coś w tym rodzaju...

      Dziękuję!

      Usuń
    2. No tak, padanie w ramiona tak nagle też byłoby dziwne, ale może jakieś emocje "Na brodę Merlina! Przecież to dziecko musiało się wychowywać tyle lat samo!", cokolwiek xD

      Usuń
  6. Luniaczku! Jak ty to robisz?! Masz wspaniałe opisy, dialogi, zakończenia...no wszystko! Gratulację z okazji PÓŁSETKI komentarzy pod postem!

    Rozdział jest świetny! Tak się cieszę, że Trillian i Syriusz się poznali, ale miałam cichą nadzieję, że matką Trilian będzie Dorcas Meadowes. Może jest to już...oklepane?
    Nie wiem, czy będziesz trzymać się książki, bo w niej dowiadujemy się iż Mary nie żyje.

    Na Merlina!!!!! Syriusz!!!!!!!!!!!! ( Ja i opóźniony czas reakcji XD )

    Czekam na bal!

    Z poważaniem
    Lachtára
    Mistrz Eliksirów
    .
    .
    .
    XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też liczyłam na Dorcas!

      Usuń
    2. Chciałam zrobić matkę z Dorcas, ale szukałam o niej informacji i okazało się, że już nie żyje, a nie chciałam kogoś ożywiać.
      Szukałam też informacji o Mary i nigdzie nie znalazłam wiadomości o jej śmierci... Gdzie jest napisane, że umarła?
      Planuję kiedyś zrobić bloga o Syriuszu i Dorcas, to nie jest oklepane, Syriusz + dziewczyna Syriusza są zawsze świetni!
      Dziękuję! :)

      Usuń
    3. Można było naciągnąć fakty - urodziła i umarła. No chyba, że potrzebujesz matki żywej... ^^

      Usuń
    4. Żywa byłaby lepsza.

      Usuń
  7. Zamawiam w tym miejscu komentarz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc tak... Zakochałam się w Twoim fan fiction. Jest talie ciekawe i cudowne! Sam pomysł z córką Syriusza jest genialny, duży plus za to! I jeszcze to imię... Trilian. Bardzo mi się podoba. Takie oryginalne.
      Uwielbiam Huncwotów, a w szczególności Syriusza, więc to kolejny powód, przez który kocham tego bloga! no i będzie akcja z Malfoy'em. Mam słabość na punkcie Malfoy'a. Ach <3
      Jestem ciekawa, co wydarzy się w Beauxbatons! No i co dalej z Fredem? Tyle pytań, a na razie tak mało odpowiedzi... mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach zaspokoisz moją ciekawość! :)
      Kończąc, jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwa, że trafiłam na Twojego bloga. Natknęłam się na niego w Ocenialni Opowiadań Poptterowskich, czy jakoś tak. Przeczytałam całą ocenę. Ginny baaardzo tam Cię chwaliła, więc pomyślałam: "Czemu i ja nie mam tam wejść?". Weszłam i nie żałuję. Piszesz z taką lekkością. Bardzo przyjemnie czyta się Twoje teksty, opisy, dialogi itp. <3
      Czekam na kolejny rozdział i gratuluję aż pół setki komentarzy pod poprzednim rozdziałem! :D Weny, kochana!
      Eveneth.

      PS. Zapraszam również do siebie. Bardzo mi będzie miło, jeśli wpadniesz, przeczytasz, skomentujesz. Zależy mi na Twojej opinii :3
      ~ http://believe-in-impossible-feelings.blogspot.com/ <--- ff o Lucy Black. (tak, też Black, ale spokojnie, nie skopiowałam od Ciebie, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam o Twoim blogu... Chyba nawet go nie było. No i moja nie jest córką Syriusza XD)
      ~ http://nothing-goes-as-planned.blogspot.com/ <-- moje świeżutkie Dramione :3

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! Też uwielbiam Syriusza - to mój ulubiony bohater. :)
      Wejdę na pierwszego bloga, bo nie czytuję Dramione. ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Cieszę się, że sprawiłaś bohaterom taki prezent świąteczny <3 Podarowałaś im rodzinę! Trochę się wzruszyłam :') Choć myślałam, że matką będzie Dorcas XD Nie tylko ja zresztą :D Wspaniały rozdział <3 Czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny :*
    http://dramione-fremione.blogspot.com/
    http://magic-can-do-everything.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Zaraz nadrobię ostatni rozdział u ciebie, wcześniej nie miałam czasu.

      Usuń
  9. o matko, świetnie jest
    Syriusz poznał córcię
    Trillian tatusia i są szczęśliwi. Mam nadzieję, że stworzą wspaniałą rodzinkę :)
    Nie mogę się doczekać tej wymiany z Draco, może być fajnie :)
    święta, święta i przez Ciebie chcę Boże Narodzenie :C
    pozdrawiam,
    Shanti
    [obrot-spraw]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Ja właśnie nie lubię świąt i trochę trudno mi było o nich pisać (szczególnie w lecie). :)

      Usuń
  10. Świetny jak zawsze :D czekam już ttlko na bal i wymianę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ;)
      No tak, wymiana będzie trwała prawdopodobnie kilka rozdziałów.

      Usuń
  11. Nareszcie Trillan i Syriusz dowiedzieli się, że są rodziną. I nie spodziewałam się, że Mary jest jej matką.
    Nie mogę się doczekać balu i wymiany z Draco. Wątpię, że blondyn czegoś nie podejrzewa. Czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kto jest jej matką, nie ma większego znaczenia. To miała być jakakolwiek postać, tylko żywa.

      Usuń
  12. Cudowny rozdział!
    Nareszcie Trillian i Syriusz się dowiedzieli, że są rodziną :)
    Czekam na rozdział, w którym będzie wymiana z Draco :D
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i czasu na pisanie,
    Catherine Grande

    OdpowiedzUsuń
  13. miałam nie czytać, bo wpadłam tu zupełnie przez przypadek jednak... Przeczytałam pierwsze zdanie, potem drugie i... całkowicie mnie pochłonęłaś. Nie zdarza mi się to często, wierz mi :) Masz w swoim sposobie czytania coś, dzięki czemu łaknie się więcej, pragnie zostać na dłużej. Powyższy rozdział tak mnie zaintrygował, że szybciutko muszę zagłębić się w uprzednie, aby dobrze zrozumieć tutejszą historię. Wiem, że mój komentarz nie należy do ''wybitnych'', ale musisz (tz możesz) mi wybaczyć, bo piszę go 'na szybko' Pozdrawiam i oczywiście bedę wpadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yhm... dobrze to okresliłam ''na szybko''. Szczęście, że teraz jeszcze raz przeczytałam mój mizerny komentarz miało być ''masz w swoim sposobie pisania'' a nie czytania, wybacz :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo. Miło mi. ^^

      Usuń
  14. Przestań zmieniać ustawienie komentarzy, bo zaś szukałam tego "wihajstra" na napisanie komentarzu XDDDD
    Ciekawa jestem tej matki chrzestnej Harry'ego
    Przyjemny rozdział na umilenie dość nudnego wieczoru.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie dziw się, że masz tylu czytelników! Twój pomysł jest oryginalny, masz lekki i przyjemny styl pisania. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy!

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział jest super! Nie moge się doczekać balu <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Cieszę się, że Syriusz i Trillian w końcu się spotkali i dowiedzieli o sobie nawzajem. Nawet bożonarodzeniowy klimat idealnie pasował do takiej sytuacji. Jednak samo to spotkanie dla obojga musiało być sporym szokiem, skoro żadne z nich nie wiedziało, czego ma się spodziewać, ba, wręcz nie wiedziało o istnieniu tej drugiej osoby. Ale przynajmniej teraz oboje wiedzą, że nie są sami i mają rodzinę. No i dziewczyna dostała świetny prezent od Syriusza ^^ Jednak "korzystaj mądrze" mógł sobie darować, bo pewnie sam w młodości stosował przyrząd także do robienia głupich dowcipów i podglądania ludzi.
    Podoba mi się też, że matką Trillian jest Mary. Ciekawy i raczej niespotykany motyw.
    Jedna rzecz mi tylko nie pasowała. W Wielkiej Brytanii nie ma czegoś takiego jak kolacja wigilijna. Oni świętują tylko 25 grudnia, jedząc świąteczny obiad.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Na krytyka-dla-odwaznych.blogspot.com została opublikowana ocena Twojego opowiadania.
    Pozdrawiam,
    Drosera.

    OdpowiedzUsuń
  19. Cześć! Z tej strony eM's. Nie wiem czy mnie pamiętasz. Obserwujesz mojego bloga: www.sick-problems.blogspot.com. Normalnie tego nie robię, ale chcę wiedzieć ilu obserwatorów czyta moje opowiadanie. Dlatego mam do ciebie prośbę. Ostatnio liczba komentarzy bardzo u mnie spadła mimo, że każde rozdziały otwierane są ponad 300 razy. Dlatego jeśli dalej czytasz mojego bloga proszę byś zostawiała po sobie chociaż jednosłowny komentarz. To bardzo ważne, ponieważ motywuje mnie to do pisania. Mam nadzieję, że jeśli dalej śledzisz to, co dla was piszę, to zostawisz jakiś ślad po sobie :)
    Pozdrawiam i przepraszam za spam,
    eM's x

    OdpowiedzUsuń
  20. Twoje opowiadanie jest świetne. Jestem bardzo ciekawa jak dalej się potoczy ta historia. Życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, ale tutaj się już nic nie pojawi :)
      To mój stary blog, zresztą nie jestem z niego dumna.
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  21. Cześć! Być może będzie to mój pierwszy rozwinięty komentarz na tym blogu z faktu, że nie jestem już na telefonie ale na komputerze i wiesz... no, lepiej się pisze. Twoje opowiadanie jest jednym z bardzo niewielu, które mi się podobają. Kiedyś natrafiłam na inny blog o córce Syriusza ale był taki... nijaki. Nie taki jak ten.
    W skrócie: twój blog jest świetny i jestem ciekawa, co będzie dalej. Cieszę się, że nie robisz z Dumbledore'a jakiegoś mhrocznego charakteru, który wszystkich wykorzystuje. Nie lubię gdy ktoś tak robi ponieważ Dumbledore mimo dosyć czarnej przeszłości i przyjaźni z Grindelwaldem jest dobrym człowiekiem.
    Pozdrawiam i czekam na nowy rozdział,
    Wingardium Leviosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontynuacja mojego komentarza: Nie dziwie się, że trudno było ci napisać ten rozdział, trudno jest opisać takie no... jak to odpowiednio nazwać? Dowiedzenie się, że ma się córkę i że ma się ojca... Ty jednak zrobiłaś to świetnie. Były takie momenty, w których nie mogłam czytać dalej ( ale oczywiście się przełamałam ) bo obawiałam się co będzie dalej.
      Boru, cieszę się, że natknęłam się na twojego bloga!

      Usuń
    2. Bardzo miło mi to czytać, zgodzę się z tym o Albusie - też nie cierpię, gdy robią z niego tego, co wykorzystuje ludzi.
      Co do tego, że blog jest świetny, zgodzić się już nie mogę. Pisałam go ponad rok temu i wiele się zmieniło. Nie będzie na nim już postów, ale będę miała nowego bloga - o Syriuszu Blacku, na nowym koncie, a kiedy się pojawi pierwszy post, dodam notkę na tego bloga.
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Szkoda, że nie będziesz już pisała tego bloga:( Ale cóż, to jest twoja dezycja i ja jak najbardziej to rozumiem, kiedys sama miałam bloga i stwierdziłam, że jest okropny - tyle że ja go usunęłam. Z wielką chęcią będę czytała twojego drugiego bloga!
      Pozdrawiam

      Usuń

Każdy komentarz dodaje sił i chęci na pisanie. :)
Spamu umieszczonego pod postem, a nie w Sowiarni, nie będę czytać, po prostu go usunę.